2013 2 stycznia 2013

Nowy Rok!
2013!
Rok możliwości, być może rok spełnienia?
Będzie pięknie! To, jak spędziliśmy pierwszy dzień nowego roku daje taką nadzieję :)
 
Zawsze gdy budzą nas promienie słońca, pojawia się pytanie - to gdzie jedziemy? Wczoraj nie było inaczej.
W Kazimierzu Dolnym przeważnie witamy wiosnę. Tym razem powitaliśmy tam nowy rok. Może powstaje nowa świecka tradycja? :) Nie wiem skąd mi się to wzięło, ale najchętniej wymysliłabym dla Marcelinki jakąś tradycję na każdy dzień roku ;) Cały czas mam w planach stworzenie takiej listy naszych rodzinnych corocznych zwyczajów. Na święta Bożego Narodzenia - pierniki, na wiosnę - Kazimierz i topienie marzanny, na adwent - kalendarz, na dzień dziecka - coś, na prima aprilis - coś, na pierwszego września, na pierwszego maja itp itd. Niektóre wynieśliśmy z naszych domów, inne powstały w czasach narzeczeństa, a pojawienie się na świecie Marcyśki motywuje do tworzenia kolejnych... Aż chciałoby się wznieść ręce do góry i niczym Tewje Mleczarz ze Skrzypka na dachu zakrzyknąć tradycjaaaaa!!!!

        

Pierwsze mięcho - w restauracji, a co!











          

Komentuj (5)



Kosz 4 stycznia 2013

Jak już wspominałam kilka notek temu - liczba zabawek zaczyna przekraczać stan alarmowy, kosz potrzebny od zaraz! Zaglądając do portfela zdecydowaliśmy, że jednak nie będziemy zamawiać upatrzonych prze mnie wcześniej cudeniek. Szukając tańszej opcji zawędrowaliśmy do Jyska w poszukiwaniu kosza wiklinowego. Cała ogromna półka zapełniona takowym towarem. Wpadają mi w oko dwa kosze, jeden z nich dyskwalifikuje pan mąż twierdząc, że nie będzie żył pośród koronek i już. Ojjj ciężko by on miał z żoną rozkochaną w stylu decoupage. Drugi ustawiałam przodem, bokiem, podnosiłam, przestawiałam, wędrowałam z nim do kasy, wracałam i tak kilka razy. Został w sklepie. Nie znoszę kupować czegoś bez stuprocentowego przekonania, noo - przynajmniej powyżej dziewiędziesięciu. Po kilku dniach, gdy zabawki zajmowały pół kanapy i naprawdę TRZEBA było coś kupić, zapakowaliśmy Marcelkę do samochodu i pognaliśmy do Pepco po zwykłe, tekturowe pudełko z kolorowym nadrukiem. I co? I natknęliśmy się na spełniający wszystkie moje wymagania kosz. Miękki, sporych rozmiarów, w ulubionych beżach z czerwonym akcentem, z marynarskimi uszami. Dla mnie strzał w dziesiątkę. I uwaga! Kosztował 20 zł!



Najbardziej pasuje do Humphrey'a Mokre Ucho. Tak, pozostaliśmy przy oryginalnej nazwie dodając jedynie przydomek Mokre Ucho. Nie bez powodu oczywiście. Jego uszy najczęściej lądują w Marcelkowej buźce przynosząc ulgę swędzącym dziąsełkom (nadal czekamy na pierwsze perełki). A jak już jest po wszystkim suszy się leniwie na kaloryferze.



A jak już jesteśmy przy zabawkach - chciałabym polecić kilka z najnowszych nabytków (ah Gwiazdko!)
Bezsprzecznym numerem jeden jest sprzęt grający. Grający uczący. Tak go zwą. Dla nas to grający rozśmieszający. Szperając w sklepie z zabawkami w poszukiwaniu prezentu Mikołajkowego, nacisnęłam przypadkowo ten kulfoniasty pomarańczowy przycisk i ... popłakaliśmy się ze śmiechu! Piosenki są bardzo zabawne i zaśpiewane w taki sposób, że nie da się nie parskąć śmiechem. Wtedy stwierdziliśmy, że jeszcze ciut za wcześnie na tego typu zabawkę. Teraz Marcysia się z nią nie rozstaje, uderza miarowo w wielki pomarańczowy przycisk wprawiając w ruch koło a my śpiewamy na całe gardło Moja owieczka miękką wełnę maaaaaaaaaaaa...



A jak mamy dosyć plastiku i chcemy zatopić paluchy w czymś mięciutkim, potrząsnąć, potelepać, poturlać albo pomemlać jakąś metkę to sięgamy po piłeczkę/kulę z Snoozbaby. Idealna estetycznie.



Ciekawą zabawką prezentową jest też Krokodyllllo. Wygląda jak zwykły pluszak a ma w sobie grzechotkę, szeleszczący ogon, gryzak i uroczą rybkę, którą można ZJEŚĆ! A jak się znudzi to hop siup - rozpada się na części. Taki z niego gad gagatek.




cdn...

Komentuj (8)



Powody 8 stycznia 2013

Ciąg dalszy tymczasowo nie nastąpi. Powodów jest trzy:

Marcelina Skrzecząca Pełzak
Anna Smarcząca Bezsiłek
Michał Pracujący Kursik

Pozdrawiamy!




Komentuj (9)



Muzycznie 14 stycznia 2013

Od kilku dni jestem całkiem zdrowa. Michał kurs skończył. Marcelce odwidziało się pełzanie. Nie ma więc na co zganiać - trzeba wracać! :) Miał być post o zbawiennym wpływie głosu Grzegorza Turnaua na samodzielne zasypianie Marcelki w dzień, ale to już nieaktualne. Mógłby być za to post o wpływie lewej dolnej jedynki na samodzielne zasypianie Marcelki w dzień, ba! zasypianie w ogóle. Ale i tak nie możemy narzekać. W sumie całkiem niepostrzeżenie pojawił się w buzi mały twardziel i szczelękając pod łyżeczką oznajmił - JUŻ JESTEM!

Ale płytkę, którą Mała eM dostała od Mamy Chrzestnej polecamy bardzo! Choć pewnie większość mam już o niej słyszała i ma ją w swoich zbiorach. Myślę, że jeszcze nie raz utuli Marcysię do snu. A ja przyłapałam się na tym, że podśpiewując fragment jednej z piosenek jakoś tak całkiem mimowolnie podkreślam ostatnie wersy...

Kiedy kleją ci się oczy

To już mówić nie ma o czym


To już trzeba tylko spać


Płynąć w kolorowym niebie


I odpocząć ciut od siebie


Żeby rano znowu chętnie wstać





Marcelina, jako nieodrodna córka swoich rodziców, zaczęła tworzyć własną
płytotekę. A to za sprawą cioteczek! Druga pozycja to Jazzowianki.
Pięknie zilustrowana okładka zachęca rodziców i maluszki do zapoznania
się z jazzowymi standardami w trzech odsłonach - do rozrabiania, do
wyciszania i do tańcowania.




Komentuj (7)



Mały czytelnik 15 stycznia 2013

Podobno wykształcenie zobowiązuje. Szkoła dla poetów skończona? Skończona! Konwersatorium Literatura dla dzieci i młodzieży zaliczone na piątkę? Zaliczone! A kiedy na zbliżające się imieniny chcę Marcelinie kupić niegłupią książeczkę z niebanalnymi ilustracjami, co robię? Wysmarowuję wiadomość do Olgi, autorki bloga o tym że... , na którego trafiłam zaraz po rozpoczęciu mojej przygody z blogowaniem. Koleżanka po fachu, mama złotowłosej Ewki. Czuję, że mogę uderzać bez wahania, mimo że nie znamy się zbyt dobrze - nie mylę się. W odpowiedzi na pytanie o takową pozycję w twardym wydaniu Olga sypnęła propozycjami, a kilka dni póżniej pognaliśmy do Empiku. Podchodząc dziarsko do informacji pytam o tytuły - Bardzo głoda gąsiennica, Różnimisie, Pierwsze urodziny prosiaczka... Michał na dźwięk słowa prosiaczek spojrzał na mnie i ze zdziwieniem zapytał - "Tego prosiaczka????". Oboje nie lubimy Kubusia Puchatka. "No co Ty!?!" - rzuciłam i zniknęłam razem z empikowym panem między regałami. Znaleźć konkretną książeczkę w stosie kolorowych tekturek nie jest łatwo. Niestety nie udało się odszukać gąsiennicy, na której zależało mi najbardziej. Ale nic to! Bo... bo... bo ja się zakochałam! Jak tylko zobaczyłam ilustracje Aleksadnry Woldańskiej-Płocińskiej i przeczytałam kilka zdań o oczekującym gości prosiaczku, wpadłam po uszy. Zabawne, ciepłe, piękne!

 

 

 

Podczas przeglądania kolejnych półek (nie poddałam się szybko, przecież gdzieś musi być ta głodna gąsiennica!!!) wpada nam w ręce inna z polecanych książeczek. Nie porwała mojego serca tak jak prosiaczek, ale również wróciła z nami do domu. Za kolejnymi kolorowymi drzwiami (do których trzeba obowiązkowo zapukać!) kryją się nowi przyjaciele...






I tak oto zaczynamy tworzyć małą bliblioteczkę. Bez bylejakości spod kasy w supermarkecie. Mimo że właśnie w ten sposób zakupiliśmy pierwszą książeczkę Marcelinki (uwaga - zawstydzam się). Chwila moment, gdzieś między makaronem penne a pomidorami. Inaczej było już z Bintą, którą Marcelka znalazła pod choinką. Lubimy ją bardzo (no a skąd się o niej dowiedzieliśmy? noo od kogo? ;) ). Musimy jednak czytać ostrożnie - nie do końca przemyślałam sprawę miekkich stron, błędnie uważając, że wśród tekturowych pozycji nie znajdę nic ciekawego.

Dzięki Olga! Za motywację, inspirację i porady!



A co czyta mama?
Znów znalazłam się na Syberii... Nie wiem, czy to nas tak ciągnie w te strony, czy to ostatnio modny kierunek?
Przez dziki Wschód - reportaż z wyprawy trzech młodych podróżników, którzy ruszyli śladami słynnej ucieczki z gułagu. I choć nie można tego porównywać - nasza autostopowa wyprawa do Włoch, którą odbyliśmy w poprzednim życiu (czyt. przed poczęciem małej eM) nie umywa się do kilkumiesięcznej podróży przez dzikie tereny. Ale kiedy chłopaki siedzą i czekają na kolejną "okazję" to mam wrażenie, że wiem co czują.


zaraz zaraz.....
a co z gąsiennicą?
Noo zamiast bardzo głodnej gąsiennicy wynieśliśmy z Empiku bardzo głodną Marcelinę.

zamówi się przez internet ;)

Komentuj (6)



Klik klik / Puk puk 17 stycznia 2013

Mimo wcześniejszych rozmów z dużym eM, w czasie których ustaliliśmy, że kupno następnych książeczek z listy zostawiamy na przyszły miesiąc, właśnie kliknęłam ZAMAWIAM. I Bardzo głodna gąsiennica wraz z Różnimisiami już jutro powinny cieszyć nasze oczy :) No truuudno, w końcu są imieninki...

A sąsiadka jakby wiedziała, czym ostatnio się zajmujemy i sprawiła nam niespodziankę. Zastukała wczoraj do naszych drzwi i wręczyła mi cztery książki dla Marcelinki. Nie jest to szczyt graficznych możliwości, ale wierszyki są naprawdę ciekawe i zabawne. A ja właśnie najbardziej lubię, jak jest zabawnie.

Komentuj (7)



Wąsiska 22 stycznia 2013

Wiem, miałam napisać o nowych książeczkach. Ale znam kogoś, kto już to zrobił ;) Na dodatek jak zwykle w ciekawy sposób. Zainteresowanych odsyłam zatem do Olgi - recenzja gąsiennicy i różnimisiów . Od siebie dodam, że tych drugich Marcelina zdaje się za bardzo jeszcze nie chwyta, a do gąsiennicy odrobinę brakuje jej cierpliwości. Najulubieńsza jest Binta i bajka o żuku, który zakochał się w biedronce.

W związku z dzisiejszym Dniem Dziadka urządziłyśmy z Marcysią mini sesyjkę z wąsem. Bo właśnie z tym atrybutem kojarzą nam się dziadkowie. Przez pierwsze kilka ujęć wąs dzielnie się trzymał i nie wzbudzał zainteresowania modeleczki. Jednak już po kilku chwilach cel był jeden - natychmiast pozbyć się dziwnego, czarnego wąsiska, które niespodziewanie wyrosło pod nosem!
 



A wczoraj?
Czy wy też macie niemal dziewięćdziesięcioletnią babcię, z którą możecie napić się wiśnióweczki?
Przemiły wieczór!

Komentuj (10)



ups! 29 stycznia 2013

Wiem, że coś szwankuje.
Postaram się coś z tym zrobić jak najszybciej.
Tymczasem zęby, wysypki, katar, alergolog, zakupy, gotowanie, zmywanie, w głowie zamieszanie, plany  tralalalalala.... matkowanie na pełen etat.
Jutro? Pojutrze?
Dobra?
:)

Komentuj (4)


Image Hosted by ImageShack.us
Zapiśnik młodej matki małego eM
Żony dużego eM
Gospodyni małego eM 2
Image Hosted by ImageShack.us

Male eM
Pierworodna córa,
Marcelini herbu Zielona Pietruszka,
Marcysia, Pysia, Marcelka, Marcelinka,
urodzona w drugą niedzielę
czerwca 2012r.
tuż po teleexpresie.


Archiwum

2018

2017

2016

2015

2014

2013

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2012


Image Hosted by ImageShack.us

Zagladam do:

O tym ze

Szafa Tosi

MerySelery

Lena i Kuba

Basia Szmydt

Z widokiem na ...

Niedzwiedzie Dzieci



Image Hosted by ImageShack.us