Niedziela 18 listopada 2013

Jesteśmy ludźmi wierzącymi i chodzimy do kościoła co niedzielę. No dobra, żeby być zupełnie szczerym, czasem robimy sobie jakieś wagary. Ale rzadko. Moje uczestnictwo w mszy zmieniało się już z rosnącym brzuszkiem i... mdłosciami ;) Wtedy, nie przejmując się wzrokiem nieco zaskoczonych staruszek, całe nabożeństwo spędzałam na siedząco. Na schodku, w ławce, na podłodze wysłanej kurtkami. Do takich eksperymentów kulturowych polecam szczególnie Kosciół Akademicki, gdzie można sobie pozwolić na nieco wiecej studenckiego luzu ;) Tak było aż do momentu, gdy Marcysia pojawiła się na świecie. Nie zrezygnowaliśmy wtedy z niedzielnego obowiązku. Najczęściej chodziliśmy razem, wywołując małym zawiniątkiem ciepłe uśmiechy współtowarzyszy. Czasem zdarzało się, że chodziliśmy "na zmianę", najczęściej dlatego, że Marcyś była chora albo wybitnie marudna. Jednak z każdym miesiącem coraz trudniej było zainteresować maliznę i utrzymać ją w ryzach przez godzinę. Dlatego wczoraj wybrałyśmy się na mszę specjalną. Dla przedszkolaków. Kiedyś już próbowałyśmy podobnych atrakcji, ale było zdecydowanie za wcześnie. Głośne śpiewy, akordeon, tupanie troszkę przerażały klikumiesięczniaka. Co innego taki półtoraroczniak ;) Najpierw zaparkowałyśmy nasz rowerek w przedsionku. Tyle dzieci! W różnym wieku! Marcela odrazu skierowała swoje kroki do grupy dzieci przy ołtarzu. Animatorka zaczęła śpiewać, wymachując przy tym pacynką "mnichem". Dzieci śpiewały a moja mała córa bujała się w rytm kolejnego Alleluja! Nikt nie patrzy krzywo, bo dziecko traci cierpliwość czy bawi się zabawką. Każdy wie, że ta msza skierowana jest właśnie do maluchów. Gdy podczas czytania wszystkie dzieci usadowiły się na schodkach ołtarza, Marcelina rozejrzała się w lewo, prawo i usiadła razem z nimi. A mi się tak ciepło na serduchu zrobiło, oczy tak jakoś nagle zrobiły się mokre. Moja duża dziewczyna! Tak nam aktywnie, miło i ... szybko zleciał czas, że już nie możemy się doczekać nastepnej niedzieli! :)




Powoli myślę też o kalendarzu adwentowym, takim własnej roboty, z zadaniami na każdy dzień, prezencikami. Zastanawiam się tylko czy to też nie za wcześnie. Czy mała załapie, hm??


Komentuj (0)



Zoo 20 listopada 2013

Okazuje się, że bardzo blisko Koziego Grodu można znaleźć zoo. I wcale, a wcale nie trzeba się wybierać aż do Zamościa (zresztą, jak sójka za morze w naszym przypadku). Jak do cyrku moje dziecko ze mną nie pójdzie na pewno, tak do zoo mam całkiem pozytywne nastawienie. Może i niektórych zwierząt troszkę szkoda, ze względu na niemożność wybiegania się, ale nie uważam, żeby im się tam jakoś źle działo. Lamy pokochałyśmy z Marcyś taką miłością, że chyba będziemy je częściej odwiedzać. Ale to od klatek z małpkami było odejść najtrudniej (ciekawski George <3).












Komentuj (1)



Naleśniory 21 listopada 2013

Kucharka ze mnie nie najgorsza. Potrafię zrobić kilka rodzajów sosów do makaronu, tradycyjne schabowe czy mielone. Potrawy mniej i bardziej skomplikowane. Ostatnio nawet pierogi ruskie. Ciasta wyciągam z piekarnika pachnące, bez zakalca (z jednym wyjątkiem, ale wtedy i tak szybko zniknęło ze stołu ;)), smaczne. Ogórki kiszone - palce lizać! Naprawdę radzę sobie całkiem, całkiem w tej kuchni. Ale jednego nie potrafię, choć wydawałoby się, że jest to rzecz najbardziej podstawowa. Szczególnie dla matek. Naleśniki. Zmora moja. I dziś podjęłam kolejny raz rękawicę, stanęłam przy patelni pełna zapału i wiary w to, że moje oko da radę. Czemu oko? Bo jak pytam mistrzów naleśników o przepis na te delicje, odpowiadają właśnie "na oko". I składniki były w porządku, i słoninka do przesmarowania patelni przygotowana. Ba, nawet konsystencja wydawała się być ok. Stoję przy tej kuchence tyle czasu i... ? dupa. Tak niedobrych naleśników to jeszcze nie jadłam. Duże eM zjadł jednego, ja dwa (i klęłam przy tym okrutnie, z premedytacją planując jednocześnie śmietnikowy los kolacji). Jedynie córa moja najdroższa zjadła, klepiąc się przy tym po brzuszku i powtarzając "mniam,mniam,mniam", a nawet poprosiła o dokładkę!



Zarzekłam się dziś. Więcej nie próbuję. Będziemy jedli po amerykańsku, pancakesy.
Przepis oczywiście z kwestii smaku. Sprawdzone, dobre i zawsze wychodzą ;)

Komentuj (1)


Image Hosted by ImageShack.us
Zapiśnik młodej matki małego eM
Żony dużego eM
Gospodyni małego eM 2
Image Hosted by ImageShack.us

Male eM
Pierworodna córa,
Marcelini herbu Zielona Pietruszka,
Marcysia, Pysia, Marcelka, Marcelinka,
urodzona w drugą niedzielę
czerwca 2012r.
tuż po teleexpresie.


Archiwum

2018

2017

2016

2015

2014

2013

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2012


Image Hosted by ImageShack.us

Zagladam do:

O tym ze

Szafa Tosi

MerySelery

Lena i Kuba

Basia Szmydt

Z widokiem na ...

Niedzwiedzie Dzieci



Image Hosted by ImageShack.us