yhym 1 grudnia 2012

Obijam się blogowo. Wiem, wiem. Tajne sprawy związane z gwiazdką pochłonęły nas do reszty. Ale już skończyłyśmy i czekamy na efekty. Z rumieńcem podekscytowania i strachu na twarzy - ja, z błogą nieświadomością - córa. :)
Przyszedł grudzień, chyba czas napisać list do Mikołaja?
Na początek poproszę o cierpliwość (nie do dziecka, do świata) i konsekwencję (nie w związku z dzieckiem, a z pomysłem na siebie). Nie obrażę się też za więcej chęci i motywacji do podtrzymywania kontaktów międzyludzkich, dwa, trzy kilogramy mniej w pasie i uchowanie maleństwa przed kłótniami dorosłych.








Komentuj (2)



Debiut 3 grudnia 2012

W sobotni wieczór, kiedy większość lubelskich studentów szykowała się do ostatniej przed adwentem potańcówki, Marcellini debiutowała w kawiarni. Nie była to jej pierwsza wizyta w tym miejscu. Czasem, podczas spaceru, zaglądałyśmy tam, żeby chwilkę poplotkować z pewną Ciotką-Baristką. Jednak te wizyty były nieświadome, najczęściej w pełni przesypiane. A tym razem był to prawdziwy debiut. Nie przygotowywałyśmy się zbytnio, nie stroiłyśmy się. Było miło, słodko, spokojnie, może tylko ciut za głośno ( nie z naszej strony ;) ). Nie jest to typowe miejsce dla rodzin z dziećmi, nie ma zabawek, kolorowych tablic, podjazdu dla wózków i mikrofalówki do podgrzania słoiczka. Wręcz odwrotnie - wysokie, strome schody, dość głośna koktajlowa muzyka, małe stoliki czekające na plotkujące Panie, pary na pierwszych randkach i biznesmenów z laptopem. Zajadając pyszną tartę, przypomniałam sobie pewien artykuł, na który natknęłąm się kilka tygodni temu. Temat wywołał burzliwą dyskusję w internecie. Sprawa dotyczyła miejsca przeznaczonych wyłącznie dla dorosłych. Strefy wolne od dzieci, bo tak się to ładnie nazywa, mają być alternatywą dla osób chcących odpocząć od piszczących kilkulatków i śliniących się niemowlaków. Do poczytania TUTAJ Sama nie wiem co o tym myśleć. Z jednej strony buntuje się we mnie matka. Jak to? Zakaz wstępu dzieci? Przecież to nie psy. Tylko osoby, zasługujące na szacunek, może nawet bardziej niż niejeden dorosły... Ale gdzieś w głębi pojawia się też drugi głos - że może i jest w tym odrobina rozsądku. Może takie miejsca są potrzebne? Nie tylko świadomie rezygnującym z rodzicielstwa karierowiczom, ale też zmęczonej swoją rolą mamie czy zestresowanemu tacie. Myślę jednak, że gdyby rodzice potrafili sami wyczuć, kiedy ich pociecha może komuś zakłócać miły posiłek/coffierelaks/randkę/biznesowe spotkanie, to naklejki Child Free Zone nie byłyby potrzebne. Dlatego my, kiedy Marcelce wyraźnie znudziło się "bywanie", szybciutko dopiliśmy nasze cappuccino, chwyciliśmy ostatnie kęsy tarty Lion (ah słodycze, do zobaczenia w święta!) i potuptaliśmy na spacer.

 

Musimy to powtórzyć!
Tymczasem, zmęczona dniem pt. chory mąż, ząbkujące dziecko i bolący kręgosłup, mówię dobranoc!


Komentuj (4)



Prezenty 7 grudnia 2012

Świat mam-blogerek wciągnął mnie bez reszty. Inspirują, wskazują ciekawe wydawnictwa, niebanalne zabawki, praktyczne akcesoria. Bawią do łez tekstami kilkulatków. Ileż kreatywności mieści się w matczynych głowach! Zaleciało patosem, wiem. Ale tak właśnie jest. Z jednego świetnego bloga trafiam na drugi. Pączkują i wciągają, jak orzeszki.
Na większości z nich już klimaty świąteczne, mikołajki, prezenty. Na świątecznie jest dla mnie za
wcześnie, ubieramy choinkę na kilka dni przed Wigilią. Ale nad prezentami głowię się już od kilku dobrych dni! Bo głów do obdarowania jest niemało. Z racji zakatarzonych nosów (wszystkich trzech) tegoroczne zakupy niemal w całości odbędą się internetowo. Co zaplanowałam dla Małej?
Chciałabym otoczyć Maliznę pięknymi przedmiotami. Wyrobić w niej gust, zmysł estetyczny daleki od chińskiego plastiku. Pięknie zilustrowane książeczki z zabawnymi tekstami, ciekawe zabawki, przyjemne materiały, przytulne wnętrza, europejskie produkty. Kolory, pastele, szarości i beże. Wiem do czego dążę, zdążyłam też przekonać do tego męża, to już dużo. Gorzej z realizacją - jestem w powijakach. No, ale od czegoś trzeba zacząć. Dlatego prezent gwiazdkowy dla Małej eM będzie przemyślany.
Na pewno w paczce znajdzie się jakaś pozycja książkowa. Najprawdopodobniej, będziemy uczyć się nowych sylab z tańczącą Bintą . Lubię stronę wydawnictwa Zakamarki. Poprzez możliwość zajrzenia do książki rozwiązuje mój problem z internetowymi zakupami (bo ja lubię obejrzeć, pomacać, przeczytać pierwsze zdanie)!
Kolejna na liście gwiazdkowej jest przytulanka z Label Label. Metki są fascynujące!!! Można je gryźć, ślinić, ssać, memlać, odrywać, targać. Myślę, że będzie strzałem w dziesiątkę. Wybór padł na Muuu, ulubione zwierzątko Marcysi.


Ten obok to królik Humprey ze Sterntaler. Maskotka-piszczałka, dopasowana w sam raz do rączki sześciomiesięczniaka. Tylko imię mu zmienimy na prostsze, polskie.

Na koniec zostawiłam sobie wybór rzeczy, która powoli staje się niezbędna - kosz na zabawki. Ku niezadowoleniu mężczyzny, z natury praktycznego i oszczędnego, nie chcę wielkiego, zimnego, plastikowego pudła (najlepiej Curvera!!!). Marzy mi się miękki, obły, dosyć duży, z kolorowym nadrukiem albo pastelowym wzorem. Jest kilka kandydatów, ale ceny powalają:


    
Na tę chwilę wygrywa kosz Szop z 3 Sprouts, duże szanse ma też jego firmowy koleżka Paw. Nie wiem tylko co na to mężczyzna... i nasz budżet!

No, ale do Gwiazdki jeszcze trochę! Tymczasem odwiedził nas Mikołaj. Może i jest plastikowo (Bright Stars), ale Marceli się podoba. Można przekładać z rączki do rączki, gryźć, turlać, przeglądać się i zaplątywać, grzechotać, piszczeć, kopać, - czegóż chcieć więcej? Ah! Oczywiście nie obyło się bez Muuuu.

  




A ja, dzięki Mikołajowi z brodą (wcale nie siwą), grudniowe wieczory spędzę z Mistrzem i Małgorzatą :)

Komentuj (8)



Na etacie 15 grudnia 2012

Dziesiątego grudnia minęło pół roku na etacie MAMA Marcysi. Pierwsze trzy miesiące ciągnęły się niemiłosiernie. Teraz już miesiąc za miesiącem mija nie wiadomo kiedy. Sześciomiesięczniak ma za sobą pierwszy katar w życiu. Jak to trafnie ujął kolega - teraz wszystko będzie pierwsze. Te debiuty (wyłączając choroby) to sama radość. Szczególnie ostatni - głośny śmiech. Długo czekaliśmy, ale się doczekaliśmy. Pani Poważna Urzędniczka uchichrała się z potrząsającej głową mamy.




Siedzi!
Przez chwilkę, ale siedzi!



Góra prezentów rośnie, kurierzy mijają się w windzie a to jeszcze nie koniec. Wciąż czekam na kilka paczuszek, m.in. na przesyłkę od radiowej Trójki :) Wychodzący w niedziele wieczorem na mszę mąż, zapowiedział - posłuchaj audycji Z najwyższej półki za mnie i ślij maile, bo można wygrać ciekawe książki. Wiedziałam, że mu zależy, więc uśpiłam szybciutko Marcelkę, słałam i ... UDAŁO SIĘ! Wygrałam wielką księgę, którą M. tak bardzo chciał znaleźć pod choinką!
Historia Trójki w 33 odsłonach. Ogromny format, setki stron. Kosztuje niemało, więc gdyby nie Redaktor Nogaś raczej nie zagościłaby na naszej półce. Bardzo się cieszę!




Książka Mistrz i Małgorzata została została pochłonięta i tak jakoś podejrzanie zgrywa się z numerem jeden piątkowej listy przebojów Trójki
T. LOVE - Lucy Phere


Komentuj (3)



Pierniczymy i my! 16 grudnia 2012

Większość dziewczyn, żon, córek, matek, i babć ogarnął przedświąteczny piernikowy szał! Istna piernikomania! Zakup foremek do wykrawania ciasteczek graniczył z cudem - wszystko poszło, jak świeże bułeczki. Ale gdzieś w tradycyjnym sklepie z artykułami gospodarstwa domowego, pomiędzy porcelaną, papierowymi ręcznikami a blachami do ciast, znalazłam kilka sztuk o uniwersalnych kształtach (jest też kurczaczek i zajączek, no cóż muszą poczekać!). I tak oto przyłączamy się do piernikowego szaleństwa. Robiłam je po raz pierwszy i przekonałam się ile to sprawia radości! W przyszłym roku będzie jeszcze przyjemniej, bo Marcelka będzie aktywnie uczestniczyć w naszej nowej tradycji!

 



 

Jutro pochwalę się upieczonymi i przyozdobionymi :)


Komentuj (6)



Łozdóbki 17 grudnia 2012

Zgodnie z zapowiedzią wrzucam troszkę fotek przystrojonych pierniczków. Wybrałam kilka, bo Malizna dziś średnio ze mną współpracuje, a jak duże eM wraca z pracy to jest już za ciemno na zdjęcia. Powiem Wam - rozochociłam się :) dziś chyba zmajstruję swój lukier i bedę działać dalej. Być może rozkręcę się na tyle, że zrobię kolejną porcję!
Historia pierniczków podpisanych naszymi imionami jest bardzo romantyczna. Siedziały obok siebie (zupełnie jak kiedyś my - w szkole). Tak bardzo się polubiły, że z piekarnika wyszły już połączone. Myślałam, że dotrwają tak do kresu swoich dni, kiedy to smacznie osiądą na dnie jakiegoś brzuszka-łakomczuszka. Jednak nie było im dane. Podczas otwierania pudełka, gdy wybierały się na sesję zdjęciową, zabrzmiało cichutkie trachhh. Usłyszałam to ja, Malizna, a nawet reszta pierniczków. Zrobiło nam się troszkę smutno. Ale nic to! Nadal leżą obok siebie, razem - a jednak osobno. Mam nadzieję, że nas to nie spotka! O nie!






A Marcelka stworzyła już list do Świętego Mikołaja. Chyba cuś jej się pomieszało, przecież pod choinką prezenty zostawia Gwiazdka ;) A może pamięta? I już wypatruje? Hola, hola dziewczynko - jeszcze tydzień!




Paproszki wszelkiej maści uwielbiają czarne body!

Komentuj (1)



Matka Polka Feministka 18 grudnia 2012

Małe eM leży sobie na wyrku i kręci się przeokrutnie. Ja wieszam prańsko. Włączamy Trójkę a tam leci Matka Polka Feministka. Audycja, podczas której głos mają matki często przedstawiające macierzyństwo w zgoła innym świetle niż telewizyjne reklamy czy cukierkowe czasopisma (a może akurat tak trafiam?) I tak słuchamy o kobietach, które wcześniej nie odważyłyby się głośno mówić o tym, jak to nie lubią karmić piersią,  nudzą ich zabawy na dywanie, przesiadywanie na placu zabaw czy wspólne pierniczenie. Nie potrafią śpiewać kołysanek, skakały z radości wracając do pracy a swoje dzieciaki najchętniej wysłałyby do babci na... dłużej... Media zachwycają się, że to niby takie nowe, takie odkrywcze, ba! pionierskie. Ale czy na pewno? Na pewno trendy. Internet pełen jest takich blogów (np. ostatnio odkryty F jak Frustratka). Wydawnictwa zapełniają półki w Empiku książkami autorstwa mam blogerek, przedstawicielek nurtu, który przystawiając do istniejącego w literaturze dziecięcej nurtu antypedagogicznego, nazwałabym antymacierzyńskim. Taką autorką jest m.in. bohaterka dzisiejszego odcinka - Matka Sanepid.
Nie żebym też czasem nie miała dosyć - nawet częściej niż czasem.
Nie żebym nie chciała czasem napisać wypowiedzenia, zwolnić się z etatu mama albo chociaż pójść na L4 - nawet częściej niż czasem.
Nie żebym była przeciwniczką - historie są zabawne (nawet bardzo), często prawdziwe, a myśli jakby wyjęte z głowy przeciętnej matki.
Tylko jakoś tak od zawsze denerwował mnie ten feministyczny język kobiet wyzwolonych. Daleko mi do feministki, bardzo daleko. Matką Polką też się nie czuję. Więc kimże ja jestem? Kiedyś Kumpela tafnie określiła się Matką Poszukującą, a ja? Matka ...... Matka... Matka Sratka.

Komentuj (4)



kalendarz 30 grudnia 2012

Już po Bożym Narodzeniu, ale na blogu jeszcze przez jakiś czas panować będzie poświąteczna atmosfera. Będzie o prezentach - Marcysia dostała kilka wspaniałych zabawek - do polecenia! Będzie o pakowaniu - u nas też królował szary papier. Będzie o upominku dla sąsiadów - tym razem nie daliśmy się zaskoczyć. Ale o tym wszystkim później. Dziś chciałabym wreszcie pokazać efekty naszej tajnej misji, która już nie jest tajna. W prezencie dla babć, dziadków i mamy chrzestnej zrobiłyśmy z Marcelinką kalendarz. Nie chciałam wybierać ze zdjęć, które już mam (a mam ich troszkę - wierzcie!) Wymarzyłam sobie specjalne sesje zdjęciowe na każdy miesiąc nowego roku. W listopadzie ciężko o dobre światło do zdjęć w mieszkaniu, jednak dałyśmy sobie radę. Tu bym poprawiła, tam bym zrobiła troszkę inaczej, ale ogólnie jestem bardzo zadowolona z efektu! Nawet wierszyki wyszły tak jakoś... składnie ;)

 Enjoy!





styczeń - W styczniu Marcelinki obchodzą imieninki.
luty - Ciepła czapa w ferie to nie fanabierie!



marzec - W marcu jak w garncu, cóż to znaczy? Może mi tata wytłumaczy?
kwiecień - Jak kwiatki na wiosnę, tak i ja rosnę!



maj - W maju rodzice ślubowali, że zawsze się będą kochali. W to mi graj, wiwat maj!
czerwiec - Koleżanko! Kolego! Złóż mi życzenia dziesiątego!



lipiec - Słońce, plaża i wakacje to lipcowe są atrakcje!
sierpień - Gdy zboże już w stodole leży, odpoczynek się należy!



wrzesień - Gdy w szkole tyle dzieci się leni, ja już mam dyplom w kieszeni!
październik - Tej jesieni proszę Pana chcę się zmienić w melomana!



listopad - Czasem w listopadzie jeżyka znajduję w sadzie!
grudzień - Śnieg, prezenty i choinka na to w grudniu czeka Marcelinka!

Obdarowani byli zachwyceni. To najważniejsze! A i ja, patrząc na ścianę (mamy swój egzemplarz), uśmiecham się do siebie!

Komentuj (4)


Image Hosted by ImageShack.us
Zapiśnik młodej matki małego eM
Żony dużego eM
Gospodyni małego eM 2
Image Hosted by ImageShack.us

Male eM
Pierworodna córa,
Marcelini herbu Zielona Pietruszka,
Marcysia, Pysia, Marcelka, Marcelinka,
urodzona w drugą niedzielę
czerwca 2012r.
tuż po teleexpresie.


Archiwum

2018

2017

2016

2015

2014

2013

2012

grudzień
listopad


Image Hosted by ImageShack.us

Zagladam do:

O tym ze

Szafa Tosi

MerySelery

Lena i Kuba

Basia Szmydt

Z widokiem na ...

Niedzwiedzie Dzieci



Image Hosted by ImageShack.us