Witaj 1 stycznia 2014



... i bądź dla nas dobry, plisss :)

Komentuj (2)



Codzienność 9 stycznia 2014

Szykuję się do wpisu o naszym wyjeździe ponoworocznym. Będzie. Tymczasem pół dnia spędzamy z Marcysią na dworze. Jest tak pięknie, wiosennie, ciepło. Że nawet sama nie wiem czy mam jeszcze ochotę na wyciąganie sanek z piwnicy. Wieś dzieli się z nami swoim dobrem. Na każdym kroku spotykamy jakiegoś kotka, pieska, kurę czy konia. Mała zachwycona, a i ja staram się wdychać całą sobą te spacery. Łapać promienie, wsłuchiwać się w przyrodę, pokazywać ją Marcelce. Chwytać ten czas, który mamy tylko dla siebie, doceniać go i nie narzekać. Nie narzekać.






A po powrocie? UKŁADAMY! Zaczęło się od pierwszych puzzli duo, które przyniósł Mikołaj. Djeco jak zwykle zachwyca. Mimo że na pudełku widnieje 2+, mała eM radzi sobie z nimi wyśmienicie. Zawsze zaczyna od dopasowania mamy rybki z małą rybką, potem zebra, siup siup i ułożone! Dlatego pod choinką znalazła kolejną wersję puzzli duo (oczywiście, że Djeco), tym razem mamy za zadanie znaleźć domek dla kotka, konia, królika... Polecamy szczerze! Ale puzzle duo to jeszcze nie wszystko! Babcia niespodziewanie podwyższyła nam poprzeczkę! Puzzle 2,3,4-elementowe (kukuryku!). Kilka prób i ... gotowe!





- Mamuuuśśś, Maaamuuuś!
- Słucham Cię córuuś??
- Miśśś!

<3

Komentuj (3)



Takie miejsce... 13 stycznia 2014

Jest w internecie takie miejsce. Ciepłe, pełne uroczych bibelotów, ciekawych wnętrz i kochających się ludzi. Albo raczej w odwrotnej kolejności. Czeka się na każdy nowy post, który niesie ze sobą dobre myśli i bardzo dużo miłości. Do córki, męża, rodziców i życia. Ten optymizm, celebracja każdego dnia, macierzyństwa, kontaktów międzyludzkich sprawia, że setki (a może tysiące?) kobiet wchodzi na bloga Szafa Tosi i chce tam zostać na dłużej. Każdą notkę można czytać wiele razy i wyciągać kolejne perełki. Zachwycać się zdjęciami, na których każdy szczegół jest przemyślany, wyszperany, wyjątkowy, a jednocześnie dobrany jakby całkiem od niechcenia. Wzbudza to różne myśli. Czasem jest to - jak ona to robi? ja też bym tak chciała! Innym razem, wywołuje refleksję, sprawia że zaczynamy doceniać własne życie. Że ten mój mąż to też taki fajny i przystojny facet, że córa też taka słodziaśna i dom, ten wymarzony - całkiem realny. Yhy, obudź się kobieto! Doceniaj! Ciesz się! Nie narzekaj! Będę to sobie powtarzać do czasu, kiedy przestanę wreszcie to robić!

Co tu dużo gadać, zajrzyjcie:  i dajcie głośniki na full !!

Jest też takie miejsce pod lasem kampinoskim. Pełne dzieci, pięknych przedmiotów, zwierząt, dobrego jedzenia i muzyki (kreśląć życzenia na kolejnych kartkach ślubnych właśnie te elementy powtarzam jak mantrę). Kilka razy w roku odwiedzamy moją najstarszą siostrę i jej rodzinkę. Ładujemy akumulatory, próbujemy nowych specjałów, słuchamy, rozmawiamy, spacerujemy, podpatrujemy metody wychowawcze, a ja cieszę oczy. Wszystko tu takie cud miód. Oczywiście, że nie jest tak całkowicie słodko. Jest życiowo.
Ognisko w styczniu. Awokado. Moja prywatna Szafa Tosi.



Komentuj (3)



Unplugged 22 stycznia 2014

Bywamy unplugged, a Marcela spędza pierwsze wieczory przy świecach.
Lód. Wszędzie lód. Magiczny pejzaż podlubelskiej wsi.












A w serduchu ciepło, mimo że każdy miesięń boli (dopadło i matkę).
Bo mąż robi najlepszą herbatę na przeziębienie i zajmuje małą, kiedy ja leżę sobie pod kocem.
Bo Marcela rozdaje buziaki na lewo i prawo i bije kolejne rekordy słodkości prosząc o misia do spania, wołając dziadziuś czy udając samolocik.
Bo Aga kładzie Azarenkę na łopatki, a szczypiorniści wygrywają mecz w dwie minuty.
Bo jest co fotografować. I są chęci. I są dobre słowa, co motywują.
Bo za chwilę pierwszy semestr za mną. I zleciało nie wiadomo kiedy.
Bo pomysły krążą po głowie i przybierają postać planów na 2014.


Komentuj (2)



Imieninowo 31 stycznia 2014

Ja - Mamo, jak być lepszą matką?
Mama - Ojj... nie przesadzaj.


Imieninowo częstujemy Was rogalikiem z malinową konfiturą i zdjęciami.
Na słowa sił zbrakło.













 





Komentuj (3)



Małe tęsknoty 7 lutego 2014

Za miastem nam się zatęskniło...


Żeby tak wyjść na spacer i spotkać inne mamy na zaśnieżonym, a może zakałużonym placu zabaw. A potem z rumiakami na twarzy wejść do sklepu po misia, oczywiście. Zadzwonić do jednej ze znajomych mam i umówić się na kawkę, co by pośmiać się i ponarzekać na bunty i te sprawy. Na obiad pójść do samoobsługowej restauracji, którą bardzo lubimy. Kluchy pewnie by się wzięło i całą górę sałaty z vinegretem. A mężasty zapewne mięcho, jakże by inaczej. Wracając do empiku zajrzymy? A co! Może i tym razem znajdziemy dla każdego coś miłego. Ostatnio się obłowiliśmy. Ja wyszłam z najnowszą płytą Ani Rusowicz, duże eM z filmem "Miłość", tym o zespole Miłość, a małe eM z Robimisiami. Po wielu miesiącach zaprzyjaźniła się z Różnimisiami, więc z radością zaopatrzyliśmy Marcelę w nowe tekturowe karty z tymi absurdalnymi nieco misiami. Misiami pracusiami. No a jak już by się ukulturalniło, to może zajrzałoby się po tartę pyszną? Eee może jutro. Dobra. To wrócimy do własnych czterech kątów i pomyślimy o tym co nas czeka jutro... Spacer po nowootwartym parku (czekaliśmy na koniec remontu przez całe życie małej eM), może wizyta w Fice? I koniecznie na 16 do kościoła, na mszę dla przedszkolaków. Jedyną taką.
Miasto daje sporo możliwości.
Szczególnie, że od jakiegoś czasu jesteśmy jedynie weekendowymi mieszczuchami.
Trzeba się spakować i PAMIĘTAĆ o tym, żeby tym razem zabrać ładowarkę do aparatu! (w obie strony!)

A może nawet uda się wyrwać do kina? Ale ciiiiii nie zapeszajmy!



Aaaa i koniecznie musimy się pochwalić. Marcysia nie ma już dwóch mam.
Jest MAMA i PAPA :)
Ja, która w podstawówce uczyłam się jeszcze rosyjskiego zamiast angielskiego, mówię, że to po rusku, ale Michał uparcie twierdzi, że to jest PAPA z włoską nutą!

Komentuj (4)



Babie lato 22 sierpnia 2014















Komentuj (3)



Bezimiennie o szczęściu 11 września 2014

Zawsze mam ochotę ponarzekać na blogu. Moje dzienniki przepełnione są narzekaniem na nastoletnie życie i nieodwzajemnione miłości. Czas z tym skończyć i dla odmiany poszukać codziennych małych powodów do szczęścia! Zapisać tych kilka chwil, w których pomyślałam - o rany! ale fajnie!
Nie będę uczestniczyć w facebookowych łańcuszkach pt. "Dziś dziękuję za...". Nie znoszę łańcuszków. Myślałam o zeszycie, ale pewnie zginie gdzieś, zostanie zamalowany głowami dzidziusia (Małe eM zaczyna być specjalistką w rysowaniu głowy dzidziusia!), zalany, podarty (właściwe zakreśl). Także może tu? Mały, raczkujący, niezobowiązujący, bezimienny jeszcze cykl?

1#
Dziś taka chwila miała miejsce na wuefie. Poważka! I nie, to nie ja ćwiczyłam. Chyba że miałabym robić za piłkę... lekarską ;) w tym mogłabym być teraz dobra! To moja dwulatka zupełnie niespodziewanie uczestniczyła w całkiem dorosłej lekcji w-fu z drugoklasistami... Dzielnie kręciła biodrami, podskakiwała, wykonywała krążenia ramion... A kiedy wykonując kolejne polecenie Pani Nauczycielki przemierzała wielką salę gimnastyczną biegnąc na paluszkach, to stało się nieuniknione. Niczym w reklamie mini ratki - łza się matce zakręciła! Tak zupełnie bez pieczątki... no bo gdyby tak Pańska córka....???

Komentuj (1)



Deja vu 18 września 2014

29 maja 2012 roku na mojej ścianie facebookowej pojawił się wpis:

do i tak niemałego trudu Tworzenia dołączyło przeziębienie i chore zatoki. siły !!!!!!!!!!!

Byłam dokładnie w tym samym momencie ciąży co teraz. Też na tydzień przed dwudniowym śluboweselem. Zasmarczona, ledwo się ruszająca, z bolącymi zatokami. Totalnie bezsilna. Jak do tej pory sytuacja jeden do jednego. Tylko wtedy mogłam poleżeć na kanapie i ponarzekać. Dziś zostało mi tylko narzekanie ;P i wycieranie glutów x 2. Gdyby ktoś kilka dni temu kazał urodzić dziecko powiedziałabym stanowcze NIE. Nie mam siły! Dwa lata temu skończyło się to trzytygodniowym falstartem ze szczęśliwym zakończeniem. Dziś wolałabym poczekać na prawowity sygnał startera.
Tymczasem lecimy z Marcelą na shopping. Trzeba jakoś wyglądać na tym weselu!  ;)

Komentuj (1)



Tliule 28 września 2014

Pod tiulami dziś chowam strach. Wczorajsza wizyta na IP sprawiła, że zaczęłam się bać jak diabli, mimo że pierwszy poród wspominam bardzo dobrze! Tym razem przede mną zupełnie inne doświadczenie. Tym razem nie będziemy działać wyłącznie we dwie, ja i matka natura. Najprawdopodobniej dołączą Pan Skalpel i panowe w zielonych kitlach. To ja się lepiej schowam pod tymi tiulami!









Przedweselne przymiarki.
 Oczywiście końcowy efekt nie był aż tak różowiaście różowiasty, ale dziś spojrzenie przez różowe okulary bardzo mi jest potrzebne!

Komentuj (3)



W oczekiwaniu 11 października 2014

Jeszcze tydzień. Z mieszkania znikają kolejne kupki rzeczy zalegających tu od miesięcy i lądują w śmietniku.
Robi się przejrzyście, przytulnie. Koce, narzuty, zasłony. Beż z bielą. Zapach wywietrzonej pościeli wymieszany z delikatną
wonią dziecięcego proszku do prania. Filiżanki ciepłej herbaty. Domowe wieczory. Prawie wszystkie punkty z wrześniowej listy TO DO
wykreślone. Mieszkanie zapełnia się barwami jesiennych liści i kasztanów, które Marcelinka przynosi ze spacerów, żebym choć troszkę
poczuła klimat tego najcieplejszego, październikowego weekendu. Za nami przepiękna wrzosowa sesja zdjęciowa, której efekty
przyprawiają mnie o dreszczyk tak pozytywnych emocji, że udaje mi się choć troszkę zapanować nad przedporodową paniką.
Robi się spokojnie, rodzinnie.

Jesteśmy gotowi.
Czekamy.
Piękny czas na narodziny, Moja Mała Autumn Girl.





Komentuj (2)



Palcem po mapie 14 października 2014







Mapy zawitały i do nas. Lubimy się włóczyć. To wiedzą wszyscy, którzy nas znają. Marcela też już śmiało może wskazać kilka miejsc, które zna i (co nas nadal niezmiernie dziwi) pamięta! Nic tylko kolekcjonować kolejne... No, ale może tak gdzieś za miesiąc, dwa... Na razie czekają nas jedynie wycieczki palcem po mapie... Również bardzo przyjemne :)



Komentuj (2)



No to jestem! 27 października 2014

W dzień po urodzinach mamy i dziadka, mając w nosie pokoleniową tradycję, tuż po wieczornym wydaniu wiadomości, pojawia się na świecie nasza druga córeczka - Adelka. W pakiecie na dobry start dostaje najlepszego Ojca świata i śliczną, rozumną starszą Siostrę. Jest jeszcze Matka. Znów totalnie zagubiona w pierwszych dniach nowego życia.




Komentuj (4)



Oczy matki 2 listopada 2014

Wczoraj dostałam wiadomość od przyjaciółki. I ona w tych kilku słowach zawarła chyba wszystko. Rozszyfrowała tajemnicę macierzyństwa, mimo że sama jeszcze tego nie doświadczyła. Mam nadzieję, że nie będzie miała mi za złe, że je tutaj przytoczę, ale chciałabym o nich pamiętać. Niech nie zginą gdzieś między fesjbukową gadką-szmatką...

"Rozkminiłam co masz w oczach Kochana! Są takie inne, smutne - ale patrzysz i to nie jest smutek. Zamyślone - ale nie ma czasu dumać, tu się tylko działa! I dziś tak patrzę (w ogóle Twoje oczy pochłonęły całą moją uwagę z tych zdjęć) i już widzę jakie one są - troskliwe, dumne, szczęśliwe, niby trochę zmęczone i tam z tyłu jeszcze jakaś obawa jeszcze próbuje się wkraść, nie daj jej się. Te oczy są takie piękne, takich nie znałam, serio. Były dla mnie zagadką. Piękną rodzinką jesteście. Budujcie ją silną i mądrą."


I te moje oczy wtedy zaszkliły się ze wzruszenia. Prawdziwa przyjaźń. I nie muszę pisać jak jest, odpowiadać na pytania, odbierać telefonów i odpisywać na smsy... Wzięła i wyczytała wszystko w moich oczach. Dziękuję!




Komentuj (0)



Kandelarz i Kimołaj 1 grudnia 2014

1 grudnia, a więc Mili Państwo Kandelarz* adwentowy, Kimołaj* i te sprawy ;)
*pisownia oryginalna, Małe eM, które już wcale nie jest takie małe mówi. Mówi wszystko. Czasem tylko jakaś sylaby zamienią się miejscami doprowadzając nas do wybuchów śmiechu. Takie robią psikusy. Oczywiście szybciutko wchodzi to do rodzinnego slangu ;) Toteż na pulpicie powstał folder KANDELARZ ze zdjęciami przeznaczonymi do kalendarza 2015 a my czekamy na Kimołaja!

Wiem, minął miesiąc od ostatniego posta ;)
Jak się jest świeżą podwójną mamą i studentką piszącą pracę dyplomową jednocześnie to tak właśnie bywa. Ale w tym codziennym biegu wyrwałam kilka chwil na stworzenie kalendarza adwentowego. Nasz pierwszy, własnoręcznie zrobiony. W ruch poszły pudełka po zapałkach, papier pakowy, kilka fotografii wyciętych z wnętrzarskich czasopism i brystol. Marcela podekscytowana, a zaraz potem z deczka znudzona bardziej przeszkadzała niż pomagała, ale oto jest. Wisi. Dziś była premiera! Marcyś może jeszcze nie do końca przekonana do tej całej idei codziennego otwierania kolejnych szufladek (no bo przecież chciałoby się otworzyć je wszystkie na raz! mamby mamby, więcej mamby!), ale myślę, że się wyrobi.

A Wy? Odliczacie do Świąt? Macie kandelarze? ;)











Komentuj (3)


Image Hosted by ImageShack.us
Zapiśnik młodej matki małego eM
Żony dużego eM
Gospodyni małego eM 2
Image Hosted by ImageShack.us

Male eM
Pierworodna córa,
Marcelini herbu Zielona Pietruszka,
Marcysia, Pysia, Marcelka, Marcelinka,
urodzona w drugą niedzielę
czerwca 2012r.
tuż po teleexpresie.


Archiwum

2017

2016

2015

2014

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2013

2012


Image Hosted by ImageShack.us

Zagladam do:

O tym ze

Szafa Tosi

MerySelery

Lena i Kuba

Basia Szmydt

Z widokiem na ...

Niedzwiedzie Dzieci



Image Hosted by ImageShack.us