Bezimiennie o szczęściu

Zawsze mam ochotę ponarzekać na blogu. Moje dzienniki przepełnione są narzekaniem na nastoletnie życie i nieodwzajemnione miłości. Czas z tym skończyć i dla odmiany poszukać codziennych małych powodów do szczęścia! Zapisać tych kilka chwil, w których pomyślałam - o rany! ale fajnie!
Nie będę uczestniczyć w facebookowych łańcuszkach pt. "Dziś dziękuję za...". Nie znoszę łańcuszków. Myślałam o zeszycie, ale pewnie zginie gdzieś, zostanie zamalowany głowami dzidziusia (Małe eM zaczyna być specjalistką w rysowaniu głowy dzidziusia!), zalany, podarty (właściwe zakreśl). Także może tu? Mały, raczkujący, niezobowiązujący, bezimienny jeszcze cykl?

1#
Dziś taka chwila miała miejsce na wuefie. Poważka! I nie, to nie ja ćwiczyłam. Chyba że miałabym robić za piłkę... lekarską ;) w tym mogłabym być teraz dobra! To moja dwulatka zupełnie niespodziewanie uczestniczyła w całkiem dorosłej lekcji w-fu z drugoklasistami... Dzielnie kręciła biodrami, podskakiwała, wykonywała krążenia ramion... A kiedy wykonując kolejne polecenie Pani Nauczycielki przemierzała wielką salę gimnastyczną biegnąc na paluszkach, to stało się nieuniknione. Niczym w reklamie mini ratki - łza się matce zakręciła! Tak zupełnie bez pieczątki... no bo gdyby tak Pańska córka....???

Mamam Oli 12.09.2014, 09:16

A moja 3,5 latka juz maluje MI paznokcie .. fakt wychodzi jak to ona mówi "trochę za linie" ale jaki zapał i radość z tym jest. Takie małe szczęścia i matka moczy swoje oczy :)