Naleśniory

Kucharka ze mnie nie najgorsza. Potrafię zrobić kilka rodzajów sosów do makaronu, tradycyjne schabowe czy mielone. Potrawy mniej i bardziej skomplikowane. Ostatnio nawet pierogi ruskie. Ciasta wyciągam z piekarnika pachnące, bez zakalca (z jednym wyjątkiem, ale wtedy i tak szybko zniknęło ze stołu ;)), smaczne. Ogórki kiszone - palce lizać! Naprawdę radzę sobie całkiem, całkiem w tej kuchni. Ale jednego nie potrafię, choć wydawałoby się, że jest to rzecz najbardziej podstawowa. Szczególnie dla matek. Naleśniki. Zmora moja. I dziś podjęłam kolejny raz rękawicę, stanęłam przy patelni pełna zapału i wiary w to, że moje oko da radę. Czemu oko? Bo jak pytam mistrzów naleśników o przepis na te delicje, odpowiadają właśnie "na oko". I składniki były w porządku, i słoninka do przesmarowania patelni przygotowana. Ba, nawet konsystencja wydawała się być ok. Stoję przy tej kuchence tyle czasu i... ? dupa. Tak niedobrych naleśników to jeszcze nie jadłam. Duże eM zjadł jednego, ja dwa (i klęłam przy tym okrutnie, z premedytacją planując jednocześnie śmietnikowy los kolacji). Jedynie córa moja najdroższa zjadła, klepiąc się przy tym po brzuszku i powtarzając "mniam,mniam,mniam", a nawet poprosiła o dokładkę!



Zarzekłam się dziś. Więcej nie próbuję. Będziemy jedli po amerykańsku, pancakesy.
Przepis oczywiście z kwestii smaku. Sprawdzone, dobre i zawsze wychodzą ;)

Ciotka E. 25.11.2013, 13:10

o nie! spróbujesz! i to przy pierwszej mojej wizycie! (więc pewnie nieprędko...), ale spróbujesz! :*:*