Niedziela

Jesteśmy ludźmi wierzącymi i chodzimy do kościoła co niedzielę. No dobra, żeby być zupełnie szczerym, czasem robimy sobie jakieś wagary. Ale rzadko. Moje uczestnictwo w mszy zmieniało się już z rosnącym brzuszkiem i... mdłosciami ;) Wtedy, nie przejmując się wzrokiem nieco zaskoczonych staruszek, całe nabożeństwo spędzałam na siedząco. Na schodku, w ławce, na podłodze wysłanej kurtkami. Do takich eksperymentów kulturowych polecam szczególnie Kosciół Akademicki, gdzie można sobie pozwolić na nieco wiecej studenckiego luzu ;) Tak było aż do momentu, gdy Marcysia pojawiła się na świecie. Nie zrezygnowaliśmy wtedy z niedzielnego obowiązku. Najczęściej chodziliśmy razem, wywołując małym zawiniątkiem ciepłe uśmiechy współtowarzyszy. Czasem zdarzało się, że chodziliśmy "na zmianę", najczęściej dlatego, że Marcyś była chora albo wybitnie marudna. Jednak z każdym miesiącem coraz trudniej było zainteresować maliznę i utrzymać ją w ryzach przez godzinę. Dlatego wczoraj wybrałyśmy się na mszę specjalną. Dla przedszkolaków. Kiedyś już próbowałyśmy podobnych atrakcji, ale było zdecydowanie za wcześnie. Głośne śpiewy, akordeon, tupanie troszkę przerażały klikumiesięczniaka. Co innego taki półtoraroczniak ;) Najpierw zaparkowałyśmy nasz rowerek w przedsionku. Tyle dzieci! W różnym wieku! Marcela odrazu skierowała swoje kroki do grupy dzieci przy ołtarzu. Animatorka zaczęła śpiewać, wymachując przy tym pacynką "mnichem". Dzieci śpiewały a moja mała córa bujała się w rytm kolejnego Alleluja! Nikt nie patrzy krzywo, bo dziecko traci cierpliwość czy bawi się zabawką. Każdy wie, że ta msza skierowana jest właśnie do maluchów. Gdy podczas czytania wszystkie dzieci usadowiły się na schodkach ołtarza, Marcelina rozejrzała się w lewo, prawo i usiadła razem z nimi. A mi się tak ciepło na serduchu zrobiło, oczy tak jakoś nagle zrobiły się mokre. Moja duża dziewczyna! Tak nam aktywnie, miło i ... szybko zleciał czas, że już nie możemy się doczekać nastepnej niedzieli! :)




Powoli myślę też o kalendarzu adwentowym, takim własnej roboty, z zadaniami na każdy dzień, prezencikami. Zastanawiam się tylko czy to też nie za wcześnie. Czy mała załapie, hm??