Przyjemności

Każdego dnia, kiedy duże eM jest w pracy a małe eM najedzone, wybawione i przebrane odbywa swoją przedpołudniową drzemkę, ja mam czas na przyjemności. Tego czasu nie jest wiele - kto wie, kiedy coś przerwie smaczny sen dziecka? Dlatego przyjemności muszą być odpowiednio przemyślane, wyselekcjonowane i ustawione wedle pewnych priorytetów.
Mam około półtorej godziny, więc zupełnie bez sensu byłoby marnować je na telewizję. To zastanawiające, jak dużo czasu spędzałam kiedyś, oglądając durne programy i serial za serialem. Ileż to cennych minut, których już nigdy nie odzyskam? Oczywiście nie rezygnuję całkowicie z ulubionej rozrywki gospodyń domowych. Mam kilka ulubionych tytułów, które nadal śledzę w wolnych chwilach, korzystając z dobrodziejstw serwera itvp czy tvnplayer.
Przez całą ciążę dzieliłam się swoimi troskami i oczekiwaniem z innymi przyszłymi mamami na internetowym forum. To przedziwne, jak obce sobie kobiety z różnych stron Polski (i nie tylko) mogą stać się sobie tak bliskie. Tylko ciężarówka może zrozumieć drugą ciężarówkę. Nadal rozmawiamy, wspieramy, radzimy, dzielimy się nowymi osiągnięciami maluchów, zdjęciami. Codzienna wizyta u bb ciotek - obowiązkowa!
W tzw. międzyczasie przeglądam też facebooka. Nie jestem z tych, którzy uważają, że fb zabija realne kontakty międzyludzkie, ogólnie jest złem wcielonym i szeroko pojętą inwigilacją. Wręcz odwrotnie - dzięki możliwościom tego portalu utrzymuję kontakty, które być może dawno by się już urwały. Poza tym, jestem ze wszystkim na bieżąco. Rodząc dziecko, automatycznie wypadamy z obiegu towarzyskiego. Jasne - nie zawsze, nie na zawsze, ale mocno się to ogranicza. Fb jest dobrym sposobem na utrzymanie się na powierzchni towarzyskiej.
Kiedy miałam mnóstwo wolnego czasu niewiele czytałam. W ciąży odpadało - z każdą literką mdliło coraz bardziej. Teraz pochłaniam jedną za drugą. Potrzeba obcowania z literaturą wybuchła z podwójną siłą. Dobrze! Ostatnio była to wyprawa wgłąb Rosji z reportażem Jacka Hugo Badera i wizyta w ciepłej kuchni Borejków.
Bardzo rzadko zdarza mi się spać razem z małą. Już nie raz złapałam się w taką pułapkę. Kiedy ja już zamykam oczy to ona je otwiera. A wtedy bardzo trudno o dobry nastrój. Jakby ten mały człowieczek jakoś to wyczuwał i mówił mi - "mamo, ja śpię - ty czuwaj!".
Od niedawna czas ten poświęcam też na tworzenie notek. Ale nie zasiadam przy tym do komputera. Piszę ręcznie, pozostawiając sobie możliwość bazgrolenia i kreślenia nieudanych fraz. Dopiero gotową przenoszę na laptopa. Są też względy praktyczne - długopis jest dużo cichszy niż klawiatura.
Czasem uda się to wszystko pogodzić w półtorej godziny, innym razem odbywa się to w systemie ratalnym. Niekiedy dochodzą inne przyjemności, bo umilanie sobie codzienności daje więcej sił na uśmiechanie się. Także, a może przede wszystkim, do dziecka, które w tym momencie się przebudziło i patrzy pięknymi, ufnymi oczami na matkę.