W sieci

Jestem niewolnikiem internetu.
Mimo że urodziłam się kilka lat wcześniej niż dzieci neostrady, to mam wrażenie, że należę do pokolenia, dla którego przeplatanie się dwóch światów – realnego i wirtualnego to normalka. Już jako czernasto, piętnastolatka przemierzałam busikiem drogę z rodzinnej wsi do wojewódzkiego miasta na zlot lubelskiej czaterii. Zakładałam pierwszego bloga, zawierałam tuziny internetowych znajomości, gadu-gadowałam po nocach, kryjąc się przed tatą strzegącym internetowego limitu impulsów (o jakim marzeniem był stały dostęp do sieci!). Dziś, zaraz po przebudzeniu, kiedy powitamy się z małą eM promiennymi uśmiechami, wymienimy porozumiewawcze GA! BA! BO! i obowiązkowego buziaka, moje myśli powoli uciekają do wirtualnego świata. Razem z nami budzi się ciekawość – co tam nowego na facebooku? Jak się czują forumowe ciotki? Czy na ulubionych blogach pojawiły się nowe wpisy? Jeszcze dodać zdjęcia tu, tam, siam. Sprawdzić pocztę.
Za dużo tego wszystkiego.
Już od pewnego czasu czuję przesyt.
Oczy bolą od wypatrywania nowych informacji. Być może zupełnie niepotrzebnych.
I właśnie teraz trafiam na notkę Julii z Szafy Tosi. Daje mi to podwójnie do myślenia. Pół wieczoru dyskutujemy o tym z dużym eM. W zasadzie to ja dyskutuję sama ze sobą, zasypując się argumentami ZA i PRZECIW, niczym gimnazjalista, któremu w ramach pracy domowej zadano napisanie rozprawki: „Internet – pożytek czy strata czasu?”.
Boję się, że Marcelinka będzie miała w głowie obraz głowy matki wystającej zza ekranu laptopa. Nie, nie chodzi zaniedbana, zasmarkana, głodna i spragniona bliskości. Bawimy się na podłodze, całujemy, chichramy do łez, kokosimy, tańczymy, śpiewamy, chodzimy na spacery. Ale czy to wszystko jest na sto procent? Przecież myśli często wędrują gdzieś do cyberprzestrzeni. Bo jak by jeszcze chwilkę pospała, to zdążyłabym sprawdzić to i owo. A jak jeszcze sekundkę zajmie się tą piłką, to tylko zerknę na pocztę! Tym bardziej martwi mnie to teraz, kiedy małe chłonie wszystko jak gąbka. Patrzy uważnie głodne informacji o świecie. I to JA mam ją nauczyć jak żyć pełnią życia! Życia naprawdę, nie w komputerze. 
Boję się, że te wieczory kiedy leżymy z dużym eM razem... RAZEM, nie obok siebie, wpatrzeni w świecące ekrany, będą coraz rzadsze.
Boję się, że te internetowe znajomości wezmą górę nad realnymi. I jak kiedyś zabraknie łącza, to nie będę się miała do kogo odezwać. Nie raz łapię się na tym, że opowiadam dużemu eM o kimś, kogo nie znam osobiście, a on to już w ogóle nie ma pojęcia kim jest ta dziewczyna, której dziecko zaczęło raczkować. I sama zdaję sobie sprawę z tego, jak głupio to brzmi.
Boję się, że tracę czas na coś, bez czego spokojnie można żyć. Przekonaliśmy się o tym na drugim roku studiów wynajmując mieszkanie w starej lubelskiej kamienicy bez dostępu do sieci.
Boję się, że życie ucieka mi przez palce. Że zamiast coś robić, działać – podglądam jak inni to robią.
I kiedy w myślach kasuję już konto na facebooku i bloga. A dziewczynom, z którymi przegadałam ostatni rok, przeżywając jeden z najważniejszych i najtrudniejszych okresów w moim życiu, mówię  „cześć!” to rodzą się wątpliwości i ogarnia mnie smutek.
Przecież czerpię z tego tyle przyjemności.
Na portalach społecznościowych pokazuję Marcelinkę przyjaciółkom, które rozjechały się po Polsce. Jej pierwsze uśmiechy, zabawy, spacery. Dostaję ogromną porcję pozytywnej energii od kilkudziesięciu wspaniałych kobiet, które tak jak ja kilka miesięcy temu zostały matkami. Po raz pierwszy lub nie. To dzięki nim spełniam nieśmiało swoje marzenia i jestem na dobrej drodze do samorealizacji. Z kilku blogów czerpię inspiracje do zabaw, informacje na temat nowych zabawek, gadżetów. Zawieram znajomości, które przenoszę do rzeczywistości. Wymieniam myślami, otrzymuję moc miłych słów, pomoc w niejednej sprawie. Umilam sobie czas przedpołudniowej drzemki Marcelki i czekanie na powrót z pracy dużego eM.
Czy w dzisiejszych czasach można w ogóle mówić o rozdzieleniu tych światów? Przenikają się dogłębnie i już nie wiem czy jedno mogłoby istnieć bez drugiego?
I tak myślę, analizuję, próbuję znaleźć złoty środek. Ustalić sobie godziny korzystania z tego dobrodziejstwa? Uważnie wyselekcjonować odwiedzane strony? Przesiać to wszystko przez porządne sito?
Tymczasem, mimo poczucia skradzionego czasu, przeniosę tę notkę do komputera, wstawię ją na bloga, udostępnię linka na facebooku i nie omieszkam też o wszystkim poinformować forumowe koleżanki.

Niewolnica?
Normalna dwudziestopięciolatka?

maleem 15.02.2013, 23:03

ok, czuję sie przywołana na porządku :), inaczej chyba nic by mnie nie ruszyło ;P a to wszystko po ostatniej notce, musiałam troszkę odsapnąć od neta...
być może jutro będzie coś nowego!

Mama Oli 15.02.2013, 17:46

Kiedy coś nowego ??! :)

Marta pedzeleceblogspot.com 15.02.2013, 14:56

Mamo, muszę przeczytać Legendę o Smoku Wawelski. Kochanie zaraz znajdę w google.
Przeciągnięci technologią, internetem, czasem nie umiemy odnaleźć się w rzeczywistości, kiedyś szło się do biblioteki, teraz szuka się w google. Niby to takie oczywiste, postęp cywilizacyjny, wszystko jest dla ludzi, jednak czasem warto przejść na tryb offline, przynajmniej w trakcie weekendu, czasu który można zupełnie inaczej zagospodarować niż czas w internecie. Od czegoś warto zacząć.

Mysza1984 10.02.2013, 12:23

Mam podobnie. M do mnie mówi, o ile bardziej pożyteczna byłabym dla świata, gdybym zamknęła tą czarną skrzynkę :))))
No więc zamykam i lecę. Net w końcu jest też w telefonie :D

Paulina - lenaikuba.pl 09.02.2013, 00:59

Wiesz co? Ja tak dużo nie siedzę... Jestem starsza, więc może nie załapałam się nie tylko na "dzieci neostrady"...?Dopiero poznaję blogowy świat, ale powiem Ci z mojej perspektywy, że tu dużo łatwiej znaleźć bratnią duszę niż w realu. Każdy wylewa siebie (o ile oczywiście nie ściemnia) na klawiaturę, obnaża się poniekąd. Możesz przeczytać, polubić, utożsamić się, zostać lub nie, próbować się zaprzyjaźnić. Pytanie, jak szerokiego grona "przyjaciół" potrzebujesz. Druga sprawa - rozmowa w cztery oczy czy przez telefon zajmuje zdecydowanie mniej czasu. Nie oszukujmy się, pisanie, nawet tych najbardziej wprawnych dłoni, nigdy nie będzie szybsze niż ruch warg. Dlatego kiedy już się tu rozejrzę, tak jak pisałam u Julii, w tej klasie na początku roku, podejrzewam, że zostanie garstka. Póki co wciąż śpię po 4 godziny :) A Ty, jeśli to już długo trwa, zastanów się, z którą z tych osób chciałabyś się spotykać na co dzień na kawie... ;)

lil / lwia. 06.02.2013, 13:07

spokojnie, zaraz Ci się to zmieni. ja mam czas co kilka dni na godzinę internetu. wtedy szybko notki do pamiętników dzieci, weheartit, gazeta pl, poczta. czasami raz w tygodniu. fejs i kolejne tygodnie ciąży na mama zone przez komórkę, w wannie jeżeli nie jestem zbyt zmęczona.

rozdzieliłam z musu, ale wiem, że jak M śpi dłużej niż 60 minut na necie nie mam co robić.. mimo że chciałabym okraszać jak Ty zdjęciami naszego swiata i pamiętniki dzieci i bloga, nie ma na to czasu. i chęci.

to się zmienia. są priorytety, inne pasje, przyjemności. i coraz rzadsze drzemki, a zbliża się kolejny czas zmian, wiadomo.

normalna, ale lubiąca sieć. i to normalne, kiedy "siedzisz" w domu z dzieckiem. normalne.

MerySelery 05.02.2013, 21:40

Ja mam podobnie. Jestem dokładnie w Twoim wieku i mam dokładnie te same internetowe doświadczenia :) Tyle osób poznałam przez internet w ostatnich latach! Tyle wspaniałych osób!
Zastanawiam się nad tym wszystkim nie raz. I wiesz co myślę? Że to normalne. Każe czasy charakteryzuje podobny schemat. Są nowości, które zmieniają sposób bycia i budzą wiele wątpliwości. Teraz też tak jest :)
Bez obaw! Myślę, że nie ma w tym nic złego. Oczywiście, znając granice rozsądku :)


Ale... żal mi dzieci, które nie znają zabaw na trzepaku :( Eh. Nie wiem czy możemy coś z tym zrobić.

Mama Oli 05.02.2013, 15:14

P.S normalna!

Mama Oli 05.02.2013, 15:13

Powiem Ci że bardzo ciekawa notka, też nie raz się nad tym zastanawiałam. Ale najbardziej się boję żeby moja Olka nie została niewolnicą internetu i tego co się tam dzieje. Przeraża mnie dzisiejszy świat i niestety wiem że przed niektórymi rzeczami nie uchronię chociaż TAK BARDZO bym chciała. To jednak moja największa zmora. Ja z sieci korzystam w pracy i to jedynie jakoś mnie usprawiedliwia? bo dom to czas dla dziecka. dla rodziny. Chociaż i tak obowiązki domowe zabierają nam tyle czasu ... praca też... NASZEGO CZASU