Zegar

........marcysia kwili....chyba wstała...rano jest...ale która godzina?...gdzie jest komórka, żeby sprawdzić godzinę?...o raaaany, przed ósmą... kiedy wstawała w nocy?...aaa cześć słoneczko!....zaraz zaraz...było koło trzeciej...znaczy wstała na dobre...głodna...mleko....już wstaję...już............dobra..mam sekundę...marcela zajęła się kopertą... nie spadnie?..nie...no to ok....lecę myć głowę...a może zjeść śniadanie?...szybko..nie, najpierw umyję to w międzyczasie wyschną mi włosy.....ile już nie śpi?...wstała koło ósmej...jest dziesiąta...dwie godziny...znaczy śpiąca...łóżeczko, płyta...hmmm...którą by tu włączyć?.........o masz....coś się wierci....o której zasnęła?...dwadzieścia minut temu...mało!....przydałoby się jeszcze przynajmniej pół godzinki....śpij malutka.........czas na marchewkę?....a może jabłuszko?.............idziemy na spacer.....ile jest po jedzeniu?....pół godziny....może być...raczej się nie uleje...ile już spacerujemy? godzinkę....może więcej....zaraz mi się pewnie wybudzi....trzeba się już kręcić bliżej domu.....za ile małż wraca z pracy?....nooo...pewnie jeszcze godzinka...dwie....muszę się czymś zająć....muszę małą czymś zająć............już po siódmej....czas kąpieli....śpiąca już jest....ok....śpi....mamy czas dla siebie...raaaanyy już jedenasta?....idę spać...przecież niedługo mała wstanie......albo ją coś wybudzi....mam jakieś dwie...trzy godzinki pewnego snu..........oooo marcysia kwili....która godzina????

Codzienny strumień świadomości matki, a przynajmniej jego fragmenty.
W roli głównej - czas.
Od momentu kiedy to w czerwcową niedzielę, leżąc na szpitalnej kozetce, sprawdzałam co ile jest skurcz, jak długo trwa i za ile będzie następny, kontrolowanie czasu weszło mi w krew. To ułatwienie. Zegar, ten z okrągłą twarzą i wskazówkowym wąsem, jest jakby tłumaczem między mną a córką. Kiedy nie wiem czemu Marcyśka zaczyna marudać, zerkam w jego stronę. Wtedy on, z miną ważniaka, mówi mi: Dziewczynka jest głodna!Na co czekasz? Albo: Panience chce się spać! No cóż, trzeba mu przyznać - rzadko się myli. W każdym domu znajdzie się taki odrobinę przemądrzały wąsacz. Polecam się z nim zaprzyjaźnić, szczególnie młodym matkom.



Image Hosted by ImageShack.us

Mysza1984 29.11.2012, 09:42

Wyobraź sobie, że miałam identycznie przy Ninie. Wtedy człowiek współgrał z czasem. Wszystko było mimowolnie zaprogramowane, wszystko się zgadzało i było pewne.
Teraz zegar jest gdzieś z boku. Tak, jakby mnie nie dotyczył i każde spojrzenie na niego powoduje reakcję negatywną - "kurcze mąż wraca dopiero za 3 godziny" :))) Przy Ninie wyglądało to tak: "o zaraz pójdzie spać, zaraz spacer, słoiczek, zabawa... zaraz wróci mąż, będziemy kąpać, pójdzie spać bez gadania, będziemy mieli wolny wieczór" :)))

Mama Diabełka 28.11.2012, 09:45

U nas tak samo..

Nadii 25.11.2012, 19:50

tak, tak, tak to ja tik tak...

Mea 24.11.2012, 22:42

Oj jakbyś wyjęła słowa z mojej głowy... Wieczny niedoczas... niby nie korporacja, a wszystko pod zegarek, niby na żądanie, a jak w zegarku ze szwajcarską dokładnością ...